Sugestie

Wyślij sugestię

Zobacz nasz sklep!
Dzisiaj jest 18.12.2017r. Imieniny: Gracjana, Bogusława
Zapomniałem hasłaRejestracja

USA 2009

Dodane przez: Agnieszka 30/01/2011r o 22:30

No i nadeszła ta długo wyczekiwana niedziela… Pierwszy nasz wyjazd bez dzieci od prawie 8 lat!  W domu dzieci jeszcze spały, kiedy my po cichutku wymknęliśmy się by zdążyć na busik 0 6.40, który miał nas zawieźć na lotnisko Tegel w Berlinie. O 9 dotarliśmy na miejsce. Jeszcze tylko odprawa, zajęcie miejsc w samolocie i żegnaj Europo na ponad 2 tygodnie…

Po blisko 9 godzinach lotu wylądowaliśmy na JFK w Nowym Yorku. No i pierwsza mała przygoda. Wiedzieliśmy, że mięska przewozić nie wolno, ale lepiej, jak już się je weźmie przyznać się (może zlitują się nad biednymi Polakami). My oczywiście mieliśmy 7 konserw szynkowych, no i zaznaczyliśmy w deklaracji, że mięso przewozimy. Pokazaliśmy mu 2 puszki, zabrał je i o więcej nie pytał, więc na pierwszy tydzień mieliśmy śniadanka. Celnik poprosił o otwarcie walizki i zaprezentowanie nielegalnego bagażu. Na JFK przesiadka na samolot międzystanowy i kolejne 7 godzin w powietrzu by późnym wieczorem, po prawie 24 godzinach podróży wylądować w San Francisco. Jeszcze tylko dojazd do hotelu i można rzucić się na wymarzone łóżko. Hotelik mieliśmy w pobliżu Union Square, więc wszędzie bliziutko.

Kolejny dzień rano – rozpoczynamy poznawanie amerykańskiej ziemi. Najlepiej na nogach, bo najwięcej można zobaczyć. Tego dnia przeszliśmy prawie 30 km. Odwiedziliśmy dzielnicę finansową, zobaczyliśmy Transamerica Pyramid - 260 metrowy wieżowiec w kształcie ostrosłupa. Jest to najwyższa konstrukcja w San Francisco (48 pięter). przespacerowaliśmy się nabrzeżem, wdrapaliśmy się na Coit Tower by podziwiać widoki San Francisco. Obiadek w okolicach North Beach, kawa na Pier 39, podglądanie życia morsów. Wieczorem wykończeni dotarliśmy w okolice ratusza i opery. Potem już tylko tramwaj i do hotelu.

Drugiego dnia mieliśmy zaplanowaną przejażdżkę Golden Gate. Oczywiście tylko rowerem. Pokochałam to miasto. Z jednej strony miasteczko turystyczne, ale jednocześnie niesamowicie przyjazne. I te wzgórza, góry… Będąc w San Francisco nie można nie zobaczyć Lombard Street znanej jako najbardziej pokręcona ulica świata, no i koniecznie trzeba przejechać się cable car, starym tramwajem ciągniętym przez linę umieszczoną pod powierzchnią ulicy. Zwiedziliśmy też Alkatraz, znane więzienie na wyspie o tej samej nazwie. To wiezienie zaostrzonym rygorze jest już nieczynne, działało od 1934 do 1963. Zamknięte zostało głównie z powodu wysokich kosztów utrzymywania więzienia na wyspie oraz błędów konstrukcyjnych, które ułatwiały ucieczki. Było to jedyne więzienie w USA, gdzie więźniowie mieli gorąca wodę w prysznicach, żeby nie przyzwyczajać się do zimnej wody zatoki. Oficjalnie, przez 29 lat działalności więzienia, żadnemu więźniowi nie udało się z niego uciec, choć odnotowano aż 14 prób z udziałem 34 więźniów, w tym dwóch, którzy próbowali uciec dwa razy; sześciu uciekinierów zastrzelono, dwóch utonęło, pięciu nie odnaleziono, pozostałych złapano. Na wyspę trafiło ponad 1500 kryminalistów. Jednym z pierwszych więźniów, którzy przybyli do Alcatraz, był Al Capone, „król” nielegalnego alkoholu i morderca. Dostał numer 85. Za karę w więzieniu czyścił toalety.

Zupełnie niezauważalnie zrobił się wtorek, co dla nas oznaczało wyjazd w dalszą trasę drogami Kalifornii. Wynajęliśmy samochód, ostatnia przejażdżka przez wzgórza San Francisco, jeszcze tylko Mission Dolores, gdzie zaczęła się historia San Francisco i obieramy kierunek na południe.

Przejazd droga nr 1 wzdłuż Pacyfiku, potem Autostradą Słońca należy do niezapomnianych przeżyć. I tak podziwiając ocean dotarliśmy do Monterey, niewielkiego miasteczka nad Monterey Bay. Tam, po nocy spędzonej w motelu, wykupiliśmy rejs jednym z licznych stateczków i wypłynęliśmy na pełny ocean, oglądać z bliska skaczące delfiny i krążące wokół łodzi wieloryby. Zimno było niesamowicie, choroba morska oczywiście tez dopadła nawet tego, kto nigdy wcześniej tego nie doświadczył, ale warto było zobaczyć jak te wielkie zwierze ta żyją sobie w swoim naturalnym środowisku.

W Monterey, po rozmowie z miejscowymi, zmieniliśmy trochę nasze dalsze plany podróży. Nie wyruszyliśmy, zgodnie z wcześniejszym planem w kierunku Sequoya Park i King Canyons Park, tylko postanowiliśmy odwiedzić park narodowy, który uważany jest za „Mekkę” Amerykanów – Yosemite National Park, położony na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada. Niesamowite wrażenie zrobiły na nas zwłaszcza ogromne wodospady w parku. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w rezerwacie sekwoi, najwyższych drzew świata. Pnie tych drzew dorastają do 115 m. Średnica pnia dochodzi Nawe do 12 m! Z parku wyjechaliśmy w kierunku drogi 99, na południe. Po noclegu w przydrożnym motelu, drogą 99 wyruszyliśmy w kierunku Las Vegas. Po drodze chcieliśmy jeszcze koniecznie przejechać Death Valey – Dolinę Śmierci. No, ale cóż, w końcu to wakacje, więc nie trzeba koniecznie trzymać się ściśle wyznaczonego planu. I tak, jak zobaczyliśmy przed sobą tablicę Los Angeles 100, nie mogliśmy sobie odpuścić choćby krótkiej wizyty w Mieście Aniołów.

Tam pierwszy raz zobaczyłam praaawdziwą aaautostradę – po 8 pasów w każdą stronę! Wizyta faktycznie była symboliczna – plaża Santa Monica, przejazd przez Beverly Hills, Hollywood i Walk of Fame, zdjęcie ze słynnym napisem Hollywood, i poszukiwanie motelu. Tę noc spaliśmy w motelu na środku pustyni Mojave. Sam przejazd przez pustynię też zrobił wrażenie. Jest to pustynia piaszczysto-żwirowa. Otoczona jest górami.  Zachodnią granicę stanowią Góry Tehachapi, południowo-zachodnią Góry San Gabriel i Góry San Bernardino, a także Uskok San Andreas i Uskok Garlock. I tak dotarliśmy do miejsca, zapierającego dech w piersiach – Death Valley, gdzie temperatury latem dochodzące do 50 stopni C nie należą do rzadkości. Przejazd krętymi drogami wykutymi w zboczach gór jest czymś niezapomnianym. Cechą charakterystyczną doliny jest niesamowicie wysoka temperatura powietrza dochodząca do 50°C (sporadycznie rejestruje się kilka stopni więcej). Dolina Śmierci wypełniona jest popękaną, zasoloną skorupą. Na terenie całej doliny jest kilka bardzo ciekawych formacji skalnych, wąwozów i pagórków. Woda występująca w Dolinie Śmierci jest bardzo zasolona i niezdatna do picia. wybitnie suchy. To najgorętsze miejsce jest niemal całkowicie pozbawione cienia i wody. Średnia ilość opadów wynosi poniżej 50 mm, a wilgotność względna poniżej 1%. W przeszłości wydobywano tutaj cenne kruszce: złoto, srebro i miedź. Nazwa doliny pochodzi od osadników, którzy w 1849 roku ogarnięci gorączką złota zmierzali do terenów złotonośnych i cudem udało im się przeżyć mimo wyczerpania zapasów wody. Dojechaliśmy tu do Badwater (Zła woda) czyli wyschniętego jeziora położonego 85 m poniżej poziomu morza. Jest to największa depresja występująca na kontynencie północno-amerykańskim. Dno tego wyschniętego jeziora jest pokryte regularnymi sześciokątnymi płatami solnymi, o boku mającym ok. 2m długości. Płaty te powstały wówczas, gdy dolina zaczęła wysychać i zaczęły się rozszerzać kryształki soli. Badwater powstało w wyniku wyschnięcia przed 3000 lat jeziora istniejącego na tym miejscu. Na obszarze Badwater znajduje się stacja meteorologiczna, która 10 lipca 1919 roku zarejestrowała najwyższą temperaturę w Stanach Zjednoczonych (56,7°C).

cdn…



Komentarze

Dodaj komentarz

Powrót do strony głównej

Kursy Walut

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka